Pacjent to nie choroba do wyleczenia, ale człowiek, którym trzeba się zaopiekować

Fot. Shutterstock
Sir William Osler, uznany za ojca nowoczesnej medycyny, zalecał, żeby lekarze słuchali pacjentów, wtedy pacjenci sami powiedzą, co im dolega. Ciekawa jestem jak interpretują te słowa lekarze. Ja myślę, że Oslerowi chodziło o to, aby lekarz próbował zrozumieć pacjenta, a nie tylko jego chorobę.

Już samo takie podejście może odnieść skutek terapeutyczny, bo jak twierdzi Marshall Rosenberg, autor koncepcji Nonviolent communication, autentyczna więź z drugim człowiekiem przynosi ludziom największą ulgę. Tymczasem według badań*:



• Tylko podczas co trzeciej wizyty lekarze pozwolili pacjentom dokończyć wypowiedź bez przerywania już na wstępie.
• 8 na 10 pacjentów nie wyraziło w ogóle obaw, oczekiwań, podejrzeń czy opinii dotyczących swojego stanu zdrowia. Powód? Lekarz o to nie zapytał.
• W efekcie co drugi pacjent wyszedł z gabinetu nie rozumiejąc tego, co lekarz powiedział ani tego, jak i dlaczego ma brać przepisane lekarstwa.

Wyobrażam sobie, że lekarze mają dobre intencje i bardzo ciężko pracują, żeby właściwie zareagować na konkretny przypadek medyczny: muszą niezwłocznie postawić diagnozę, dobrać skuteczną metodę leczenia i starać się o to, by pacjent możliwie szybko powrócił do zdrowia. Ja apeluję o to, aby w tym wysiłku i staraniach nie zapominali o tym, żeby traktować pacjenta nie jak nosiciela choroby do wyleczenia, ale człowieka, którym trzeba się zaopiekować.

Na przykład w taki sposób, jak na tym filmie nagranym w jednej z amerykańskich klinik promującym empatię:



Niestety nie mam dostępu do materiałów szkoleniowych, ale mam nadzieję, że tego właśnie uczy program Młody Lekarz, wspomniany przez pana Kamila Chudzińskiego w komentarzu do mojego ostatniego wpisu. Tylko co z lekarzami o dłuższym stażu, tymi wypalonymi zawodowo i zobojętniałymi wobec pacjentów?

Gdybym ja miała prowadzić taki program, pierwszy moduł byłby właśnie o empatycznym słuchaniu. Zaczęłabym od tego, że:

• Choć różnica jest zasadnicza, to trudno jest na wyczucie odróżnić słuchanie od empatycznego słuchania. Słuchać umiemy od urodzenia. Słuchanie empatyczne jest umiejętnością, której musimy się nauczyć, wyćwiczyć i praktykować, żeby jej nie utracić.

• Tyle, że podczas gdy przez lata uczymy się mówić i pisać, nikt nie uczy nas empatycznie słuchać. Zazwyczaj słuchamy więc tylko „głową” – jak twierdzi Stephen Covey, w książce „7 nawyków skutecznego działania” – naszym celem jest to, aby móc odpowiedzieć, a nie zrozumieć naszego rozmówcę.

• W empatycznym słuchaniu nie istnieje “ja”. Zawsze jest “ty”. Żeby słuchać empatycznie, trzeba na chwilę odłożyć na bok własne opinie i potrzeby, a skoncentrować się na rozmówcy bez przykładania własnych miar, bez filtrowania jego słów przez pryzmat własnych doświadczeń. Po co? Żeby móc zauważyć, co ja jako pacjent czuję i móc zająć się najpierw moimi emocjami, zanim przedstawi mi się diagnozę i poda wszystkie informacje medyczne.

Wierzcie mi, wystarczy, że usłyszę na początku: "To musi być dla pani frustrujące, że te bóle brzucha ciągle wracają", abym poczuła się zaopiekowana.

*Powoływałam się na badania The Royal College of GPs opisane w The Telegraph oraz podsumowania badań The Effect of Physician Solicitation Approaches on Ability to Identify Patient Concerns.
Trwa ładowanie komentarzy...